piątek, 10 czerwca 2016

Życiowe zmiany... Być mamą!




Od marca dość sporo dzieje się w moim życiu i na troszkę zniknęłam z braku czasu i sił. Straciłam ukochanego psa, ale w moim życiu pojawił się ktoś NOWY...


Wcześniej myślałam, że urodzenie dziecka aż tak wiele w życiu nie zmieni, wiedziałam że to nowy człowieczek za którego będziemy odpowiedzialni do końca naszych dni, dylematy co mu dolega jeśli płacze, jak go ubrać wychodząc na spacer i ile miarek mleka dać, żeby się najadło to oczywiście kropla w morzu.
9 marca 2016 roku wszystko się zmieniło, po prostu wielki armagedon! Po 5 miesiącach wymiotów i 4 miesiącach bólu kręgosłupa, o 11.10 przyszła na świat Tola, 54 cm długości, 3600 wagi i przewróciła masze życie do góry nogami!
Jeszcze kilka dni przed porodem zapierałam się, że szybko wrócę do mojej ukochanej pracy, bo przecież jestem dobrze zorganizowana i zawsze będę, więc przy dziecku też wszystko ogarnę. 
Guzik prawda! 
Na pewno nie tak od razu. 
Przez pierwsze dni nie mogłam się odnaleźć, nie ze względu, że pojawił się wspaniały człowieczek tylko przez to, że wszystko co do tej pory było na swoim miejscu już nie było i pewnie nigdy nie będzie. Nie miałam czasu robić zdjęć, usiąść przy komputerze żeby coś naskrobać  czy przeczytać książkę od których byłam uzależniona, nie mówię już o wejściu na Facebooka. Dookoła butelki, pieluszki, kocyki i inne gadżety, które wreszcie znalazły swoje miejsce. Psychicznie również musiałam dojść do siebie po długim porodzie, który bardzo przeżyłam, a powroty do niego długo wywoływały u mnie łzy, ale dla Toli przeżyłabym to jeszcze raz i jeszcze raz...





Przez cały ten czas chciałam być idealną matką, żoną, a przede wszystkim sobą. Panować nad wszystkim, a w domu mieć idealny porządek bo tak po prostu lubię. Mieć zawsze ugotowany obiad i czas na kawę jak co dzień, być umalowana z ułożonymi włosami. Dziś wiem, że można mieć to wszystko ale nie za wszelką cenę, na pewno nie za cenę bólu kręgosłupa i oczu na zapałki ze zmęczenia, i nie po to, aby być idealną tylko aby być sobą. Mam czas na większość rzeczy, ba! Nawet na upieczenie szarlotki czy pizzy, ponieważ Tola jest wspaniałym dzieckiem, oraz dzięki pomocy męża a także cudownego leżaczka- bujaczka. Dzielę obowiązki na te, które muszę zrobić teraz i na te które moga poczekać. Wychodząc często na spacer zostawiam pobojowisko bo wszystko inne jest nieważne prócz tego aby wyjść bez płaczu, bo przecież czapka czy kurtka parzy.
I powoli zaczynam pić ciepłą kawę! Mamy doskonale wiedzą co mam na myśli.
Dziecko wszystko zmienia na lepsze,a to co wydaje nam się niemożliwe staje się możliwe. Taki mały człowieczek, który rozwala na łopatki, jak pójdzie spać wszyscy chodzą na palcach, jak płacze robią co w ich mocy aby mu pomóc a kiedy trzeba zrobić idiotę, żeby rozśmieszyć. 




4 komentarze

  1. Ohhh gratulacje i powodzenia! Dużo zdrówka dla Toli a rodzicom nieskończonej cierpliwości i wytrwałości! =*

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś wiem na temat temat,jak czytam to jakbym widziała siebie,mój drugi synek właśnie skończył 6 miesięcy, ale już ogarniam wszystko,porządek,obiady, pierwszego syna,no i siebie fryzjera odwiedzam regularnie, bo niby dlaczego nawet będąc w domu nie wyglądać ładnie? :),pazurki robię systematycznie,także spokojnie wszystko wróci do normy i zobaczysz że można się zorganizować. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już powoli wracam do normalności :) niekiedy coś w domu muszę odłożyć na później ale już jest dobrze :) na wszystko potrzeba czasu :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam,
Ania.

TOP